niedziela, 21 czerwca 2015

Azjatyckie kremy BB i CC


Zaczęłam testować na sobie kremy BB i CC nie w czasach wielkiego bumu na te kosmetyki, ale dużo później, chyba zupełnie przez przypadek. Nie pamiętam już czy obejrzałam jakąś recenzję na YT, czy gdzieś o nich przeczytałam, generalnie napaliłam się na sprawdzenie czy jest to dobra alternatywa dla moich aktualnych podkładów ( Clarins Skin Illusion / Bourjois Healthy Mix ). Przeczytawszy dosyć sporo informacji na temat specyfików kosmetycznych jakimi są kremy BB oraz wiedząc że ich odcienie są raczej jasne, zaczęłam testować jesienią i tak też proponuję zrobić wszystkim nowym testerkom, chyba że jesteście naprawdę bladolice.

Poniżej przedstawiam listę testowanych przeze mnie kosmetyków wraz z ich subiektywnymi ocenami.

To, co mogę na pewno stwierdzić po paru miesiącach żonglowania azjatyckimi kremami koloryzującymi to to, że ich odcienie pokochają zdecydowanie osoby o jasnej karnacji. Niestety moja skóra ma w sobie dużo barwnika żółtego, którego w tych kremach praktycznie nie można spotkać. Dominują w nich róż i szarość.
Jest to dla mnie naprawdę duży minus i jeśli chciałabym stosować BB, to jedynie w okresie zimowo-wiosennym, kiedy moja skóra (mimo filtrów) nie jest jeszcze muśnięta słońcem. W okresie letnim niestety moja twarz wygląda w nich jak  wyjęta prosto z trumny.

Druga sprawa to konsystencja. Nie wszystkie, ale większość posiada bardzo gęstą i tłustą konsystencję (nie oznacza to że będą zapychać) trochę jak płynna plastelina. Szczególnie kremy Skin79. Nie jestem zwolenniczką mocnego krycia (szczególnie, że moja twarz jest zadbana i wygląda nieźle nawet bez żadnych ulepszaczy) więc to również mi nie odpowiada. Mocny mat dający efekt tony pudru na twarzy, również nie jest moim celem.

To czego szukam zarówno w podkładach jak i w kremach BB i CC to efekt glowy/dewy skin czyli wypoczęta, rozświetlona cera.

Ok, a oto lista:

Lioele Dollish Veil Vita GREEN BB krem SPF25 PA++
Bardzo fajnie stapia się ze skórą, dopasowując do jej koloru. Nie jestem pewna czy przypadkiem nie wysusza mojej skóry. Kolor bardzo jasny, więc u mnie nadaje się tylko na zimę. Daje bardzo matowe wykończenie.

Lioele, Dollish Veil Vita BB Purple
Niestety gorszy od swojego zielonego brata. Szczególnie pod względem koloru, trupiego i bardzo kredowego w świetle słonecznym. Tworzy maskę na twarzy, która zamiast maskować ew. niedoskonałości uwidacznia je tylko.

Hera  CC cream complete care cream for youthful& smooth skin SPF 35/PA++ (02 natural beige)
Po nałożeniu daje całkiem niezły efekt, ale niestety po niecałej godzinie już go nie widać. Poza tym widać przesuszone skórki. Nie współgra z moim filtrem. Bez filtra jest całkiem nieźle, ale przecież nie o to chodzi.

Sulwhasoo Snowwise whitening essence BB
Bez szału. Krem z wyższej półki, a naprawdę nie daje efektu wow. U mnie podkreśla suche skórki np. po kuracjach kwasowych. Nie kryje. Zabawne jest to, że po paru godzinach na twarzy daje lepszy efekt niż zaraz po nałożeniu. Aha, i jego ziołowy zapach jest dla mnie nie do zaakceptowania.

Lioele BEYOND The Solution BB Cream
Niestety jest dosyć ciężki i ma lekko ziemisty odcień. Po nałożeniu u mnie daje efekt maski niestety, która po jakimś czasie znika i ładnie wygląda na twarzy. Pozostawia jakby klejącą powłokę. Podczas kuracji kwasowych podkreślił moją suchą wówczas skórę pod oczami i koło nosa. W sytuacjach normalnych, po 2h twarz wygląda naprawdę nieźle. Niestety zarówno Beyond jak i Triple powodują u mnie wysyp dużych bolesnych guli.

Lioele TRIPLE The Solution Cream BB krem
Daje ładniejszy efekt na twarzy niż Lioele BEYOND. Jest jaśniejszy od wspomnianego i daje zdecydowanie bardziej matowy efekt. Jedynym jego minusem jest to, że podkreśla suche skórki i widać go na twarzy. Tworzy niestety tapetę. Takiej tapety nie daje np. Lioele zielony, który generalnie daje podobny efekt, ale jest lżejszy. Jeszcze jedno co chciałam zauważyć, nie wiem na ile to prawda a na ile złudzenie, ale wydaje mi się że po zmyciu go z twarzy, twarz jest w lepszej kondycji. Czyli spełniałby jedną z podstawowych funkcji BB.

Lioele Dollish Cera-V CC
Kremik byłby naprawdę dobry, gdyby nie jego kolor. Niestety na mojej twarzy wygląda on po prostu trupio. Nie chodzi o to że jest jasny, tylko niestety posiada ten specyficzny dla wielu kremów BB szary odcień ;( Generalnie gdyby nie odcień, to daje PRAWIE taki efekt jaki lubię osiągać, czyli efekt glowy/dewy skin.

Skin79 Purple Super Plus Beblesh Balm Triple BB Cream spf 40 
Koszmar. Bardzo ciężki i bardzo kryjący. Uwidacznia pory. Za różowy, wyglądam w nim jak świnka. Plusem jest to, że długo się utrzymuje na twarzy.

Skin79Prestige
Efekt jest całkiem niezły, taki jak lubię. Niestety minusem jest ziemisty odcień kremu i jego tłustość. Tej tłustości najbardziej nie lubię w kremach Skin79.

Missha M Perfect Cover BB Cream #21
Konsystencja bardzo kremowa. Krycie niezłe, czasem niestety podkreśla suche skórki. Kolor również w porządku. Dopasowuje się co cery. Po kilku godzinach skóra nadal wygląda ładnie. Minusem jest to, że prawdopodobnie powoduje u mnie zapchanie. Wyskoczyły mi małe pryszcze na czole.

TONY MOLY Luminous Pure Aura CC Cream
Zaraz po nałożeniu efekt jest rewelacyjny. Zaznaczam, że jest to zdecydowanie lekki krem koloryzujący, jego krycie jest znikome. Niestety po dwóch godzinach twarz zaczyna się lekko świecić i wygląda na tłustą i sute. A szkoda, bo efekt tuż po nałożeniu jest jak z photoshopa. Myślę, że będzie się nadawał na upalne dni kiedy nie musimy mieć pięknie „wyszpachlowanej” ;) twarzy.

TONY MOLY Luminous Glow Aura CC Cream
O dziwo wydaje mi się fajniejszy od wersji Pure Aura. Dłużej się utrzymuje na twarzy, ale niestety jest jaśniejszy i zaraz po nałożeniu u mnie podkreślił suchą skórę wokół retinoidowanych oczu.

Missha, M Signature Wrinkle Filler BB Cream
Bardzo ładny efekt zaraz po nałożeniu, nie wysusza. Efekt zdecydowanie matowy, czyli nie to czego szukam niestety. Po 4h jest już niestety prawie niewidoczny. Znika powoli z twarzy. Podkreśla mankamenty skóry. Plusem jest to, że nie daje efektu maski, zachowuje się jak podkład matujący, oraz to że po jego zmyciu cera jest naprawdę ładna, co przecież jest jednym z podstawowych zadań kremów BB.

Missha, M Signature Real Complete BB Cream
Zdecydowanie krem mi nie podszedł. Po nałożeniu tworzy u mnie efekt maski, która po chwili lekko znika, ale za to podkreśla wszystko co jest do podkreślenia na twarzy (w negatywnym sensie oczywiście). Po godzinie twarz wygląda gorzej niż przed nałożeniem kremu. Jedynym plusem jest dla mnie kolor.

Etude House Precious Mineral BB Cream Bright Fit
Jestem w szoku, bo spodziewałam się czegoś zupełnie innego po tym kremie. Kremik ma świetny odcień (W13 lub W24), bardzo ładnie wygląda po nałożeniu, nie jest ani za matowy ani za bardzo glow. Idealnie pomiędzy. Poza tym pozostaje bardzo długo na twarzy bez naruszenia. Naprawdę mi się podoba, jest wręcz idealny. Szkoda że wycofany!!!!!

Etude House Perfect fit
No nie jest to niestety Bright Fit który daje u mnie dokładnie taki efekt o jaki mi chodzi. Jest ok i prawie przypomina powyższy. Dosyć długo się utrzymuje w przeciwieństwie do np. blooming fit.

Etude House Blooming fit
Nie tak fajny efekt jak po bright fit, ale cóż ten drugi został wycofany. Dużo lżejsza konsystencja, więc zdecydowanie lepszy na gorące dni. Efekt po nałożeniu bardzo ładny, niestety po 2, 3 h już tak ładnie nie wygląda. Na plus jest również kolor.

It`s Skin, Babyface BB Cream Moisture
Bardzo lekki, prawie niewidoczny krem BB. Dla bardzo niewymagających cer. Co do nawilżenia, to nie zauważyłam takowego. Krem nie daje nadzwyczajnego efektu, ot taki kremik koloryzujący. Odcień wpadający w róż.

TONY MOLY BCDATION BB CC FOUNDATION
Kolorystycznie jest ok. Jeśli chodzi o krycie i to jak się zachowuje na twarzy również ok. Ale niestety nie jest to efekt którego oczekuję. To samo mam po każdym podkładzie. Niestety posądzam go również o zapychanie (zagrudkowywanie) twarzy.

Dr. Jart Black
Ehh ten ziemisty szary odcień, ale muszę przyznać że szybko dopasowuje się do odcienia skóry. Po kilku godzinach skóra nadal wygląda ok, ale nie jest to efekt wypoczętej, świetlistej skóry.

Dr. Jart Silver
Tutaj efekt podobny do powyższego. Niestety nie zachwyca.

Dr G Gowoonsesang Brightening Balm BB
Dr G Gowoonsesang Primer Protector BB

Naprawdę nie rozumiem zachwytów nad powyższymi kremami. Tłuste, gęste, kolory trupie. Primer bardziej szary, Wright wpadający w różowy. Zupełnie nie moja bajka, ale rozumiem że bladolice dziewczęta mogą się z nimi polubić. A to dlatego, że bardzo dobrze kryją. Jeśli tego w kremie BB szukamy to może to być dobry wybór.



Mam nadzieję, że powyższa lista będzie chociaż troszkę pomocna dla tych, którzy zamierzają testować i poszukiwać najlepszego dla siebie BB.

Jeśli testowaliście jakiś azjatycki BB dający efekt o którym pisałam wyżej, a którego nie ma na liście, proszę podzielcie się ze mną tą informacją ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli chcesz zapytać o coś związanego z poruszaną na blogu tematyką, czekam na Twoje pytanie w komentarzach. Na pewno odpowiem.